Najlepsze wynalazki to wynalazki z przypadku. (część 2)

Wynalazki z przypadku, czyli wynalazki, które powstały niezamierzenie. Także takie, które zostały opracowane do pewnego celu i się w nim nie sprawdziły. Lecz po pewnym czasie doskonale odnalazły się na kompletnie innym gruncie.

Luis Pasteur wypowiedział takie słynne zdanie: „los sprzyja pracowitym umysłom”. Weźmy jako przykład francuskiego wytwórcę win, benedyktyńskiego mnicha Don Pierra Perignon’a. Zakonnik produkował białe wina z ciemnych winogron, które w Szampanii lepiej rosły niż winogrona jasne.Z racji dość chłodnego klimat tego północno-wschodniego regionu Francji, zbiory owoców odbywały się jesienią. Proces fermentacji trwał wyjątkowo długo, ponieważ ze względu na niską temperaturę fermentacja zimą ustawała i ruszała ponownie dopiero wiosną.

W wyniku powtórnej fermentacji powstała ogromna ilość dwutlenku węgla, który dla zakonników był problematyczny i niebezpieczny. Po pierwsze wino musujące uznawane było za produkt wybrakowany, a po drugie ciśnienie powstające w butelkach potrafiło rozsadzić butelki leżakujące w winnicach. 

Szczęście jednak sprzyjało pracowitym mnichom, bąbelki w winie spodobały się bogatym paryżanom, z ich pomocą szampan trafił do Anglii i już w XVII wieku stał się sławny.

I to właśnie nazwa „szampan”  została zastrzeżona w 1911 roku dla win powstających według pierwszych receptur i co ważne, powstających jedynie w Szampanii, północno-wschodnim rejonie Francji.

Jeszcze większy problem ze swoim wynalazkiem miał pracownik firmy 3M, Spencer Silver. Pan Spencer pracował nad formułą bardzo silnego kleju. Formuła się sprawdziła, wyszedł z niej klej, ale nie bardzo mocny, a bardzo słaby. Jednak z tej receptury jakiś klej wyszedł, więc badacz nie wyrzucił swojej pracy do kosza, tylko pochwalił się nią swoim przełożonym.

Projekt szans na realizację nie miał, ale trafił na półkę. Parę lat później pewien pracownik firmy 3M borykał się z problemem wylatujących z książek karteczek, którymi zaznaczał sobie strony w śpiewniku. I tutaj pomocny okazał się klej Spencera Silvera. Tak powstały słynne żółte karteczki, które możemy przyklejać na np. monitor komputera nie zostawiając na nim śladów kleju.

Jednak moim ulubionym, ze względów historycznych, nie smakowych, przypadkowym wynalazkiem były czipsy ziemniaczane. Dziś czipsa robi się z prawie każdego produktu kulinarnego. Czips z marchewki, jabłka, jarmużu, cokolwiek. Pierwszym czipsem był oczywiście chips z ziemniaka i powstal przez przypadek dzięki ówczesnemu hejterowi. 

W 1853 roku do amerykańskiej restauracji w Saratoga Springs, w stanie Nowy Jork, przychodził klient, który wiecznie narzekał na grubość serwowanych frytek. Szef kuchni Goerge Crum pewnego dnia tak cienko pokroił ziemniaka, że plasterki stały się prawie przeźroczyste. Przesmażył je w głębokim tłuszczu, zaserwował klientowi, a ten był wniebowzięty.Chipsy w tej formie były serwowane jedynie w restauracjach.

Dopiero w 1926 roku Laura Scudder zapakowała przysmak do torebki, a w 1932 roku Herman Lay rozpoczął produkcję chipsów w swojej fabryce dość szybko tworząc markę o globalnym zasięgu.W tej pięknej historii jest jednak pewna nieścisłość. Ponieważ już w 1832 roku, a więc 21 lat przed wizytą klienta hejtera w Saratoga Springs, została opublikowana w USA książka kulinarna ze starego zbioru angielskich przepisów. Czy szef kuchni skorzystał z przepisu, czy też jego wynalazek jest absolutnie przypadkowy? Tego już się nie dowiemy. 

Materiał przygotowany przez zespół bloga: http://prawonapatent.eu
Patron merytoryczny bloga: Kancelaria Prawno Patentowa Jarzynka i Wspólnicy

Zrzut ekranu 2016-08-19 o 12.52.51